Relentless: czyli ostatni back to school

1 września w Polsce kojarzy się w większości tylko z rozpoczęciem roku szkolnego. Wielu z was moi czytelnicy już zakończyło ten cudowny okres swojego życia. Inni są w trakcie, a jeszcze inni tak jak ja ostatni raz wracają do szkoły, bo w sumie przyznajmy studiów nie nazywamy już szkołą,

Jak co roku odbył się mój własny haul przyborów do szkoły. Jako, że to ostatni mój rok, w moich koszykach zakupowych oprócz normalnych rzeczy znalazły się repetytoria. Zgroza każdego maturzysty.  Jednak nie chce mówić o tym co ja kupiłam, a raczej o tym jak wygląda klasa maturalna okiem przeciętnego ucznia.

Z każdej strony jesteśmy bombardowani szałem maturalnym. W szkole, w domu, w internecie, na zakupach. Dosłownie wszędzie.  Sami pewnie widzieliście ile waszych znajomych klika "zainteresowany/a" lub "wezmę udział"  w wydarzeniach na Facebook'u odnośnie matury. A jeszcze wyobraźcie sobie jakbyście byli osobą na chwilę obecną mającą gdzieś całą tą maturę. No szału dostać idzie!

Pytam się po cholerę ludzie robią z tego coś wielkiego?! Tak samo po 6 klasie czy po gimnazjum pisaliśmy test sprawdzający naszą wiedzę, co dało wynik podzielenia nas do lepszych i gorszych szkół = selekcja naturalna. Nie dość, że w sumie sam egzamin i tak wystarczająco nas stresuje, bo nie owijając w bawełnę nikt nie lubi pisać egzaminów, to jeszcze wszyscy wokół nas napędzają. Straszą, demotywują i Bóg wie co jeszcze.  Osobiście sama miałam sytuację. Jedna z moich "profesorek"/ nauczycielek końcem drugiej klasy tak demotywowała do pisania matury, że nie wyobrażacie sobie tego. Mówiła jak to jesteśmy głupi, że sobie nie poradzimy. Lepiej od razu zrezygnujmy z pisania rozszerzenia z jej przedmiotu, gdyż tylko jej reputację zepsujemy. HELOŁ jej reputacje?!  Jak pójdziemy na studia nikt nas nie zapyta kto na uczył tego konkretnego przedmiotu, albo nie zapyta o ocenę cząstkową z jakiegoś tam przedmiotu. NIKOGO TO NIE OBCHODZI.

Także tego, kochani nauczyciele jeśli ktoś z was to przeczyta, nie chodzi mi o atak na was i na wasze metody, bo może ta metoda powyżej opisana kogoś zmotywuje, by pokazać się z dobrej strony. Jednak pamiętajcie! My i tak wystarczająco bez waszego przypominania się tym denerwujemy. Spróbujcie nam ułatwić przejście przez ten etap życia, a nie utrudniajcie.


Cieszę się, że ostatni raz idę do szkoły. Wiem, każdy narzeka w tym momencie a potem tęskni. Jednak ja nie będę. Dlaczego? Bo mam świetne życie poza szkołą. Ona jest tylko dla mnie okresem przejściowym od pytania setki razy czy mogę dotknąć gorącego czajnika do spełniania marzeń.

Szkoła nie jest po to żeby nauczyć, tylko by poprowadzić. Niestety w polskim szkolnictwie to tak nie działa, ale nie będę się na ten temat rozwodzić.

Jeśli jest tu ktoś młodszy ode mnie. I szuka rady jak przetrwać szkołę? Powiem jedno. Uczysz się dla siebie. Wiem, że to męczy. Ale jak włożysz serce w naukę teraz i skrócisz czas grania w gry komputerowe to efekty przyjdą później.
Zacznij mieć swoje zdanie na każdy temat. W szkole mówią, że żeby sobie wyrobić swój sposób życia musisz wszystko zanegować co cię nauczono. NIE PRAWDA. Chcesz popełniać te błędy co twoi rodzice czy dziadkowie? Swoje życie buduj po swojemu, ale słuchając doświadczeń innych, Doświadczenia od tego są, żeby cię wzmocnić, ukierunkować. Nikt nie przejdzie za ciebie twojego życia.
Tak jak mówi angielskie przysłowie  ->>>






Nie martwcie się, czas wyluzować, bo jak jest się spiętym ciężej się przyjmuje kule armatnie.  A tych w życiu ucznia nie brak. I tak jak mówi tytuł, bądźcie nieustępliwi. To jest wasze życie. Nie ustępujcie w dążeniu do swoich marzeń! Byle nie po trupach... Good luck!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Minimalizm?

Relentlness: edycja świąteczna z małym podsumowaniem

Relentless: to już jest koniec...