Relentlness: edycja świąteczna z małym podsumowaniem

Został tydzień do świąt... W sumie to ich nie obchodzę i dla mnie to tyle znaczy, że zostały 2 tygodnie do urodzin. Kolejnych....  W sumie młoda jestem nie mam co narzekać. Jednak w tym roku kojarzą mi się z brakiem pomysłu na życie, siebie, studia... i nawał pracy do matury.

Tak moi kochani, dokładnie tak przygotowanie do matury. Zmora każdego 18-latka.  Najwyższa pora z całą siłą przygotować się do tego egzaminu. Nie będę dzieliła się tu moimi planami naukowymi, bo tak naprawdę na większość tego co ja zdaję to trzeba się dłużej przygotowywać. Nikt się nie nauczy angielskiego na poziomie B2 w pół roku.... ani matematyki rozszerzonej.  Teraz jest czas na ostatni odpoczynek!

Kiedyś zdarzyło mi się tu pisać co uważam o świętach. Nie będę się powtarzać. Zamiast tego chce zrobić małe podsumowanie ostatniego roku.    1 rok to 12 miesięcy, to 365 dni, to 8760 godzin, to 525600 minut, to 3153600 sekund. Ile z tego zmarnowałam?  Pewnie wiele...  Jednak są pozytywne też chwile. Napiszę tu o 6 najlepszych momentach z tego roku.

1. 1 stycznia- wypad ze znajomymi na sylwestra skończył się ich porwaniem mnie na weekend do ich domu, żebym urodzin nie spędzała bez nich.
2.  Przygotowanie ogniska niespodzianki z okazji urodzin przyjaciółki.
3. Wygranie biletów na koncert Kuby Jurzyka. (opis)
4. Wspaniałe wydarzenie związane z moim bratem
5. Wyjazd do Włoch , z zatrzymaniem w Wiedniu (opis)
6. Bilet na koncert Lindsey Stirling <3   no normalnie kocham to!  W końcu ją na żywo zobaczę <3

Było tego więcej, jednak nie ma sensu wszystkie opisywać, bo więcej tego jest tu.

Zdecydowanie uznaję ten rok za dobry rok. Jeszcze się nie skończył, ale w tym czasie spotkało mnie wiele dobrego, nawet jedno złe wydarzenie nie przyćmi tych wszystkich szczęśliwych momentów.  Każdemu czasem się zdaje gdy coś złego się wydarzy, że jest beznadziejnie. Żadne wyjście się nie znajdzie. Tak nie jest. Ponad chmurami jest zawsze słońce. Nie ważne czy mury się walą, czy stoimy pod ścianą.  Na jednej z lekcji moja nauczycielka powiedziała, że nasze życie to jedna wielka sinusoida. Zdecydowanie miała rację. Raz jesteśmy w dołku, raz na górce, jednak ważne nie jest to ile razy upadniemy, ale to ile razy zdołamy wstać. Przy tym musimy pamiętać, że przy wstawaniu nie musimy być sami. Jest ktoś kto chce nam pomóc. Starczy, że będziemy cierpliwi i zaufamy.

" Lecz Ci, którzy ufają Panu, nabierają siły,
wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną,
 a nie mdleją, idą , a nie ustają." Iz 40,31  

Te wzloty i upadki, to nic innego jak pewnego rodzaju zmiany. Niestety zmiany to coś co zawsze będzie częścią ludzkiego życia na tej ziemi. "Nie powstrzymamy zmian, tak jak o zachodzie nie powstrzymasz słońca."   Nie wolno nam się poddawać, bo wydaje nam się, że nie mamy siły , albo że ryzyko sprawi utratę wszystkiego.  Jeśli się dziś obudziłeś to Bóg jeszcze z tobą nie skończył. Nie jesteś zbyt słaby, zbyt mały, ani zbyt biedny. Przezwyciężysz wszystko tylko jeśli jest z tobą ten który uczynił wszystko.


"Rozkoszuj się Panem, a da ci,
czego życzy sobie serce Twoje!

Powierz Panu drogę swoją,
zaufaj Mu,
a on wszystko dobrze uczyni.

Wyniesie jak światło sprawiedliwość twoją,
a prawo twoje jak słońce w południe." Psalm 37,4-6






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Minimalizm?

Relentless: to już jest koniec...